Znany amerykański fizjoterapeuta Kelly Starrett w książce „Być sprawnym jak lampart” opisał sytuację, gdy zauważył, że jego córka oraz jej rówieśnicy ze szkoły, w krótkim czasie stracili umiejętność swobodnego biegania, jaką posiadały, gdy były młodsze.

Po przeanalizowaniu wszystkich możliwych powodów zmiany wzorców ruchowych dzieci, zamian w sposobie spędzania czasu, zabaw i każdego możliwego czynnika, doszedł do jednego wniosku: winne jest długotrwałe siedzenie w szkolnych ławkach.

W kulturze zachodniej siedzenie jest nieodłącznym elementem codziennego życia. Na siedząco spożywamy posiłki, podróżujemy, pracujemy, uczymy się, odpoczywamy a nawet załatwiamy potrzeby fizjologiczne. Spotkania towarzyskie i służbowe też zazwyczaj odbywają się na siedząco. Gdy chcemy być gościnni lub opiekuńczy prosimy, by usiadł wygodnie. Może się jednak okazać, że zarówno nasze nawyki jak i gościnność mogą być gwoździem do czyjejś trumny.

Współczesne plagi

Jeśli myślicie, że współcześnie choroby zakaźne stanowią faktycznie problem, bo lepiej zastanówcie się czy nie szkodzicie sobie sami bardziej niż malaria. Naukowcy, lekarze, epidemiolodzy od wielu lat ostrzegają o skutkach zdrowotnych złych nawyków żywieniowych, stresu, nadużywania alkoholu i palenia tytoniu. Cukrzyca, choroby wieńcowe, udary, nadwaga, zwyrodnienia kręgosłupa, to niestety coraz częstsze dolegliwości spotykane w szpitalnych statystykach w całym zachodniej Europie i Ameryce Północnej. Choroby wieńcowe są jedną z najczęstszych przyczyn zgonów na świecie. W 2015 roku z powodu niewydolności serca, udarów i powikłań z tym związanych umarło 15 mln ludzi. W tym samym roku tylko z powodu cukrzycy zmarło 1,5 mln ludzi. Do tej pory obwiniano głównie nawyki żywieniowe oraz palenie papierosów. Tymczasem może się okazać, że głównym winowajcą jest nasz siedzący styl życia, bo na co dzień pracujemy, uczymy się i spędzamy czas wolny właśnie siedząc. Siedzenie jest dla zachodniej cywilizacji tym, czym jest kucanie w Azji – formą odpoczynku, która niestety w przypadku Amerykanów i Europejczyków generuje więcej problemów niż korzyści.

Siedzące kalectwo

Wspomniany na samym początku Kelly Starrett uzasadnił swoją tezę o szkodliwym wpływie siedzenia na narządy ruchu najmłodszych tym, że ciało – zwłaszcza młode – bardzo szybko adaptuje się do nowych wymagań i okoliczności. Kilkadziesiąt godzin w pozycji siedzącej w tygodniu w ciągu kilku miesięcy doprowadziło do ograniczenia ruchomości mięśni i stawów w wyniku czego, zmieniły się sposób funkcjonowania tych narządów ruchu  i tym samym dzieci straciły naturalność w takich czynnościach jak bieganie czy nawet chodzenie. Kolejne lata w szkolnej ławce nie poprawiają sytuacji a kilka godzin wychowania fizycznego nie załatwi sprawy, tym bardziej, że co raz więcej wolnego czasu nasze pociechy spędzają ze swoimi smartfonami i komputerami zamiast biegać z rówieśnikami. Spróbujcie namówić swoje nastoletnie pociechy do wykonaniu pewnego testu: jeśli uda im się kucnąć bez odrywania pięt i przewracania się do tyłu to należą do nielicznego jeszcze grona, którzy zachowali podstawową sprawność w nogach i biodrach.

Inny przykład z polskiego podwórka: w badaniu przeprowadzonym w 2013 przez Instytut Matki i Dziecka dotyczącym aktywności fizycznej dzieci i młodzieży w skali od 1 do 100, aktywność najmłodszych w Polsce plasowała się gdzieś w połowie skali – 56 pkt, co jest wynikiem w najlepszym razie średnim. Problem ten nie dotyczy tylko polskich dzieci.

W Wielkiej Brytanii problem aktywności młodocianych jest jeszcze większy. NHS od wielu lat trąbi na alarm, że w badaniach porównawczych dotyczących sprawności dzieci w poszczególnych grupach wiekowych, brytyjskie dzieci wypadają najsłabiej i jest to spowodowane ich niską aktywnością fizyczną w ciągu dnia.

Śmierć przez siedzenie?

Problem długotrwałego siedzenie dotyczy w jeszcze większym stopniu dorosłych niż najmłodszych. O ile większość dzieci odczuwa – mimo wszystko – naturalną potrzebę ruchy i aktywności w jakimkolwiek wymiarze, to ich rodzice już nie zawsze mają możliwości do codziennej aktywności ze względu na charakter wykonywanej pracy. Praca w biurach, na kasie czy za kierownicą to wielogodzinne siedzenie, od którego nie można ot tak sobie odejść. Długotrwałe siedzenie nie tylko katastrofalnie wpływa na układ narządów ruchu. Siedzenie na czterech literach to przede wszystkim unieruchomione mięśnie dolnych kończyn i grzbietu – największych mięśni w naszym organizmie. Zwalnia więc nasze krążenie i metabolizm, co z kolei powoduje mniejsze zużycie cukrów i tłuszczów, a to już poważnie zwiększa prawdopodobieństwo zapadnięcia na jedną z chorób układu krążenia lub dołączenia do rzeszy diabetyków. Od negatywnych skutków długotrwałego siedzenia nie uchroni nas nawet późniejsza aktywność fizyczna. Badania pod tym względem są bezlitosne i pokazują, że ludzie, którzy po wielu godzinach siedzącej pracy są aktywni fizycznie: uprawiają sport, jeżdżą na rowerze lub chodzą i tak żyją krócej niż Ci, którzy są aktywni fizycznie w jakiś sposób w ciągu całego dnia. Naukowcy przez 12 lat badali 17 tys. Kanadyjczyków, w których to badaniach wyraźnie zaznaczyła się korelacja między ilością godzin spędzonych siedząc a zdrowiem i długością życia niezależnie od tego ile czasu poświęcał w czasie wolnym na ćwiczenia. Nawet jeśli po 8 godzinach spędzonych przy biurku przebiegniemy 10 kilometrów, to niestety nasz organizm już doświadczył negatywnych skutków siedzenia bez ruchu przez wiele godzin. Oprócz wspomnianych wcześniej chorób układu krążenia i cukrzycy, udowodniono, że im dłużej siedzimy w ciągu dnia, tym większe mamy szanse zachorowania na nowotwory jelit, płuc, prostaty i piersi.

Warto się wiercić

Współczesny model pracy w wielu miejscach wręcz wymusza spędzenie wielu godzin w tej samej – zazwyczaj siedzącej pozycji. Powstaje jednak pytanie, czy aby na pewno, musimy w pracy siedzieć, by również dobrze, a może nawet lepiej wykonywać tę samą pracę?

Jeszcze w XIX w. większość prac, nawet biurowych wykonywano na stojąco, pisząc i licząc przy wysokich biurkach. Wysokie krzesła – dziś nazwalibyśmy je hokerami – były tylko po to, by na chwilę usiąść, a nie spędzać w tej pozycji cały dzień. Biurka do stojącej pracy były używane przez wielkich tego świata przez stulecia. Leonardo Da Vinci, Napoleon Bonaparte, Charles Dickens, Virginia Woolf, Lewis Carroll czy Winston Churchill – wszyscy pracowali przy biurkach do pracy stojącej. Ten ostatni znany ze swojej nadwagi oraz zamiłowania do cygar i whisky dożył 91 lat. Inaczej mówiąc, praca przy biurku była głównie stojąca nie bez powodu. Dzisiejsze badania pokazują, że praca przy wysokich biurkach jest bardziej produktywna niż zamarcie w jednej pozycji na wiele godzin.

Dziś Brytyjczycy próbują wykorzystać fakt, że dzieci muszą dotrzeć do szkoły a następnie wrócić później do domu. Tym samym w wielu szkołach dzieci co rano są „zbierane” i odprowadzane do swoich szkół. Pozwala to znacznie zwiększyć ilość ruchu w ciągu dnia. Nowozelandczycy poszli jeszcze dalej. Organizują pierwsze grupy w przedszkolach i szkołach, w których dzieci na zajęciach zamiast siedzieć, stoją przy specjalnie do tego zaprojektowanych biurkach. Stojąca praca wymusza częstą zmianę pozycji oraz zapobiega osłabieniu mięśni odpowiedzialnych za trzymanie prawidłowej sylwetki. Unikamy więc w ten spustoszeń wynikających z przyjmowania długotrwałego siedzenia w jednym miejscu. Nie wyklucza to oczywiście wcale siedzenia podczas pracy lub przerwy szkolnej. Chodzi o zachowanie proporcji między czasem spędzanym na stojąca a czasem w pozycji siedzącej. Według naukowców z University of Waterloo idealne proporcje to 1:3. Podkreślają również, że najważniejsze jest często zmieniać pozycję zanim pojawi się dyskomfort czy ból. Tak samo jak z piciem podczas treningu, podczas którego zaleca się dostarczać płyny nawet jeśli nie chce nam się pić. Jeśli czujesz pragnienie, to znaczy że jesteś już odwodniony.

Źródło: Wojciech Bednarek / TwojaAnglia.co.uk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here