„Twój Vincent” – wyjątkowa produkcja polsko-brytyjska w reżyserii Doroty Kobieli i Hugh Welchmana – została nominowana do Oscara. Jak wyglądała praca przy najbardziej „malarskim” filmie w historii kina, Dorota Kobieta zdradza w rozmowie z Adrianą Chodakowską w wywiadzie specjalnie dla portalu Londynek.net.

O filmie „Loving Vincent” („Twój Vincent”) jest już głośno na całym świecie – i nic dziwnego, gdy słyszy się, jaki nakład pracy został włożony w tę produkcję i widząc tego efekty. Chciałabym zacząć jednak od początku – skąd w ogóle wziął się pomysł na film składający się z malowanych odręcznie obrazów? I jak udało się przekonać do tego projektu 125 artystów?

Dorota Kobiela: – Ukończyłam Liceum Plastyczne i ASP i moją największą pasją było zawsze malarstwo, jednak podejmowałam coraz częściej pracę w animacji i filmie, zarówno robiąc zlecenia, jak i asystując na planach kolegów. Dochodząc 30-tki poczułam potrzebę określenia siebie, dokonania wyboru. Ponieważ ciężko mi było rozstać się z malarstwem, wymarzyłam sobie, aby połączyć te dwie pasje: malarstwo i film. Byłam wtedy pod silnym wrażeniem lektury listów Vincenta do brata – to bardzo intymny i dogłębny obraz życia artysty.

Początkowo miałam namalować film sama – jako że w pierwszej koncepcji był to film krótkometrażowy (7 min). Kiedy postanowiliśmy zmienić jego format do długiego metrażu, zrozumieliśmy, że będziemy potrzebowali większej ekipy (mnie samej zajęłoby to jakieś 80 lat). Wtedy zaczęliśmy rekrutacje i trzyetapowe testy kwalifikacyjne, jednak nie musiałam nikogo specjalnie przekonywać.

Otrzymaliśmy 5 000 zgłoszeń z całego świata. Z nich wyłoniliśmy tych najlepszych. W apogeum produkcji (ostanich 6 miesiącach) rzeczywiście pracowało ok. 125 artystów z 25 krajów, jednak główny trzon produkcji przez ponad rok tworzyło 40 malarzy z Polski, 15 z Ukrainy i 15 z Grecji zgrupowanych w studio w Gdańsku oraz 2 mniejszych – we Wroclawiu i Atenach.

Dlaczego wybór padł akurat na Vincenta van Gogha, a nie Picassa czy Salvadora Dali? Co takiego fascynującego jest w tym człowieku, o którym wiele osób słyszało jedynie, że odciął sobie ucho i namalował „Słoneczniki”?

– Vincent w wieku 28 lat zdecydował się zostać malarzem. Postawił wszystko na jedną karte. Bardzo mnie to inspirowało. Jednocześnie okoliczności jego śmierci to poruszająca zagadka. Van Gogh całe życie czekał na uznanie, a kiedy wreszcie zaczynano go doceniać, uznali go koledzy artyści, dostawał dobre recenzje, odebrał sobie życie. Dlaczego podjął taką decyzję? Dlaczego akurat wtedy? Spekuluje się o tym od dekad. Szukając tych odpowiedzi pragnęłam dowiedzieć się czegoś o jego niespokojnym i fascynującym życiu.

Ale to przede wszystkim obrazy Van Gogha były i są duszą i bijącym sercem tego projektu. Jego malarstwo jest pewnego rodzaju zapisem jego świata, jego codzienności, jest bardzo szczere i intymne: jego pokój, widok z okna, ulubiona kawiarnia, ludzie, których spotykał na swojej drodze; dokumentował prozaiczną codzienność: malował buty, kwiaty w wazonie, talerz z obiadem. Można za ich pomocą opowiedzieć o jego świecie. Takiej tematyki nie da sie znaleźć u innych malarzy, a zatem nie byłoby możliwe zrealizować koncepcji filmu – opowieści o artyście poprzez jego obrazy.

Co było celem filmu – pokazanie magii impresjonizmu i geniuszu van Gogha, czy bardziej jego skomplikowanej osobowości? Wielu krytyków zarzuca fabule dłużyznę i brak zdecydowania, w którym kierunku ma ona zmierzać. Osobiście odbieram film jako pewnego rodzaju studium psychologiczne nierozumianego za życia twórcy…

– Tak jak już powiedziałam wcześniej, chciałam opowiedzieć historię tego artysty poprzez jego obrazy. Siłą tego filmu jest połączenie tych dwóch elementów. I jest to właśnie to, co czyni go wyjątkowym. Celem każdego filmu jest opowiedzenie historii. Nasz nie różni się w tym od innych – to, co go wyróżnia, to zastosowana technika – jest pierwszym w historii filmem pełnometrażowym w pełni namalowanym farbą olejną. Odbiór tej historii i wyciągnięty z niej przekaz pozostawiam widzowi.

Światowy sukces filmu (który trzeba zauważyć – jest trudnym gatunkiem, bo animacją dla dorosłych), zarówno wśród widzów (ponad 4 mln widzów na całym świecie), jak i krytyków (którzy przyznają filmowi prestiżowe nagrody i nominacje) pokazuje, że odbiór tego filmu ma się całkiem dobrze.

Niewiele osób wie, że Vincent van Gogh pozostawił po sobie setki listów – głównie do swojego brata Theo. Jaki obraz twórcy wyłania się na ich podstawie?

– Na pewno przełamują utarte stereotypy na jego temat. Vincent poszukiwał swojej drogi przez wiele lat i usilnie próbował zyskać akceptację rodziny i otoczenia. Niewiele osób wie, że podjął aż 3 próby odnalezienia swojej ścieżki zawodowej i trzykrotnie został odrzucony. Miał jednak wciąż siłę, aby podjąć kolejną próbę i dobiegając 30-tki postanowił zostać malarzem. Zamiast szalonego geniusza można odnalźć wrażliwą osobę, intelektualistę, człowieka o niezwyklym uporze, ambicji i konsekwencji, pracującego bardzo ciężko i intensywnie; kochającego ludzi i naturę. Zachęcam gorąco do lektury.

Obraz otrzymał już Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszego filmu animowanego, a teraz czekamy na Oscara! Czy technika animacji malarskiej stanie się tą, którą będzie Pani dalej podążać, realizując kolejne projekty?

– Na pewno jest techniką, którą jeszcze wykorzystamy przy kolejnych projektach. Poświęciliśmy wiele lat na testowanie i rozwijanie jej i teraz będzie dużo łatwiej zrobić następny film w ten sposób. No, a poza tym nasi malarze są gotowi do pracy i wciąż pytają kiedy następny projekt? Nie chcemy ich zawieść;)

Dziękuję bardzo za rozmowę i trzymamy kciuki podczas gali Oscarowej!

„Twój Vincent” (LOVING VINCENT) w wersji cyfrowej będzie dostępny do pobrania w Wielkiej Brytanii i Irlandii od 5 lutego, a na DVD & Blu-ray od 12 lutego. Film z polskim dubbingiem i podpisami.

Zdjęcia: Way to Blue

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here