Startem w rozpoczynającym się w poniedziałek Wimbledonie Agnieszka Radwańska wraca do wielkoszlemowej rywalizacji. Polscy kibice liczą, że mająca za sobą dwumiesięczną przerwę tenisistka ponownie udowodni w Londynie, że korty trawiaste to jej ulubiona nawierzchnia.

Radwańska pod koniec kwietnia na treningu w Stambule doznała kontuzji pleców. Dzień później w meczu pierwszej rundy skreczowała na początku drugiego seta. Następnie rezygnowała kolejno z udziału we wszystkich zaplanowanych imprezach na kortach ziemnych, w tym we French Open. Wcześniej wystąpiła 47 razy z rzędu w głównej drabince Wielkiego Szlema. Nikt inny z aktywnych tenisistów nie może pochwalić się taką serią.

29-letnia Polka następnie wycofała się także z turnieju WTA na Majorce, pierwszego z zaplanowanych startów na trawiastej nawierzchni. Uspokoiła jednak swoich kibiców, przystępując w tym tygodniu do imprezy w Eastbourne, gdzie potwierdza, że przerwa była dobrym pomysłem – w czwartek awansowała do półfinału.

„Te dwa miesiące minęły jak dwa tygodnie. Rezygnacja z występu w Wielkim Szlemie zawsze jest rozczarowaniem. Ale czasem musisz w pierwszej kolejności posłuchać ciała. Dobrze mi to zrobiło. Zbyt wiele razy za szybko wracałam do gry, dostałam też nauczkę kilka razy w tamtym roku. Czasem dobrze jest zrobić krok w tył i zacząć od początku. Teraz czuję się dobrze, jestem zdrowa, mam świeżość. Oczywiście, by złapać rytm meczowy, trzeba rozegrać kilka spotkań. Po pierwszym pojedynku w Eastbourne nie czułam jednak, że opuściłam cały sezon na ziemi” – podkreśliła.

Jak dodała, prawdopodobnie jeszcze kilka lat temu, będąc w takiej sytuacji jak miesiąc temu, przystąpiłaby do French Open.

„Nie chciałabym stracić tej imprezy i wystąpiłabym mimo że nie byłam w 100 procentach gotowa. Nie jestem już jednak na tym etapie i wolę zrezygnować z czegoś, by być potem zdrową i osiągnąć coś wielkiego. Mam prawie 30 lat, nie jestem już 18-latką. Głowa myśli, że możesz coś zrobić, ale ciało twierdzi inaczej” – zaznaczyła.

Do tego tygodnia jedynym pozytywnym momentem tego sezonu u krakowianki było marcowe zwycięstwo w Miami nad liderką światowego rankingu Rumunką Simoną Halep. Poza tym – podobnie jak przez cały poprzedni sezon – zmagała się z częstymi kłopotami zdrowotnymi i spadkiem formy. Rok temu przystępowała do Wimbledonu bez przygotowania, osłabiona walką z wirusem. Mimo to dotarła do 1/8 finału. To właśnie na obiektach All England Lawn Tennis and Croquet Club osiągała swoje najlepsze wyniki wielkoszlemowe. Sześć lat temu dotarła do finału, a w kolejnej edycji i w 2015 roku zatrzymała się rundę wcześniej.

Radwańska po raz 13. wystąpi w Wimbledonie. Obecnie zajmuje 31. miejsce w rankingu WTA, ale w Londynie będzie rozstawiona z „32”.

Druga Polka w głównej drabince – Magda Linette – jest 80. rakietą świata. W styczniu dotarła do trzeciej rundy Australian Open i wyrównała swój najlepszy rezultat w Wielkim Szlemie. Potem zaliczyła jeszcze ćwierćfinał w turnieju WTA w Tajpej i w Bogocie. Poza tym jednak nie wiodło jej się zbyt dobrze. Z French Open pożegnała się już po meczu otwarcia. Starała się to nadrobić, startując w challengerze w Bol, gdzie zatrzymała się na finale. Przejście na trawę jak na razie nie zaowocowało sukcesami – na Majorce odpadła w pierwszej rundzie, a tuż przed przenosinami do Londynu wystąpiła w imprezie ITF w Southsea, w której dotarła do ćwierćfinału.

W głównej części zmagań Wimbledonu zaprezentuje się po raz czwarty z rzędu, ale wciąż czeka na wygranie w niej meczu otwarcia.

Do eliminacji zgłosiło się troje Polaków – Magdalena Fręch, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak. Nikomu z nich się nie poszczęściło. Najbliżej szczęścia był Hurkacz, który dotarł do trzeciej, decydującej rundy kwalifikacji.

Wzrok polskich kibiców będzie też skierowany na deblistów, przede wszystkim na broniącego tytułu Łukasza Kubota. Lubinianin w poprzednim sezonie wraz z Brazylijczykiem Marcelo Melo całkowicie zdominowali rywalizację na kortach trawiastych. Ten rok zaczęli od sukcesu w Sydney, ale potem przez kilka miesięcy nie byli w stanie dotrzeć do finału, odpadając nieraz już w pierwszej lub drugiej rundzie. W Wielkim Szlemie też spisywali się poniżej oczekiwań – w Melbourne dotarli do ćwierćfinału, a w Paryżu przegrali rundę wcześniej. W niedzielę jednak przełamali niemoc i potwierdzili, że będą groźni na trawie, triumfując w turnieju ATP w Halle.

Poza Kubotem do debla zgłosili się także Alicja Rosolska i Marcin Matkowski.

Po ubiegłorocznej nieobecności w Wimbledonie zaprezentuje się Serena Williams. Amerykanka, która zwyciężyła w tej imprezie w 2016 roku, 1 września urodziła córkę. Do wielkoszlemowych zmagań wróciła po prawie półtorarocznej przerwie – w Paryżu dotarła do 1/8 finału. Do meczu tej fazy rywalizacji z Rosjanką Marią Szarapową nie przystąpiła, zgłaszając uraz mięśnia klatki piersiowej.

Brytyjskich kibiców najbardziej cieszy powrót do gry po prawie rocznej przerwie Andy’ego Murraya. Szkot rok temu w Londynie odpadł w ćwierćfinale. Już wówczas miał poważne kłopoty z biodrem. Był to jego ostatni występ w tamtym sezonie, a do rywalizacji wrócił dopiero w czerwcu.

W singlu tytułu bronić będą Hiszpanka Garbine Muguruza i Roger Federer. Szwajcar walczyć będzie w Londynie o rekordowy dziewiąty sukces.

(PAP) Zdjęcie: EPA/PETER KLAUNZER EDITORIAL

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here