Włącz radio
    about us

    Uważaj! Śmietnik czuwa!

    15 sierpnia, 2013 Ciekawostki | Nowości

    Kosz na śmieci z wyświetlaczem LCD oraz siecią Wi-Fi oraz Bluetooth? Kolejny film sience-fiction? Niekoniecznie, to „tylko” londyńska rzeczywistość!

    Po co komu taki „wypasiony’ śmietnik? Okazuje się, że znajdą się firmy, które zainwestują w pozorną czystość na ulicach stolicy Wielkiej Brytanii. Pozorną z tego względu, że oprócz swojej oficjalnej roli, nowoczesne kosze śledzą smartfony z włączonym Wi-Fi! Śmieciowy szpieg zapisuje adresy MAC i w taki sposób właściciel pojemników poznaje częstość pojawiania się poszczególnych osób w danej części miasta.

    Wyobraźcie sobie, że codziennie odwiedzacie ulubioną kawiarnie, a niepozorny kubeł na odpady informuje o tym swojego szefa! Oczywiście wszystko dzieje się bez Waszej zgody i co ważniejsze świadomości!

    – Nie zbieramy żadnych osobistych danych, to działa mniej więcej, jak pliki cookies na stronach internetowych. Widzimy ruch powtarzających się odwiedzających dany rejon, ale nie wiemy kto to jest, nie mamy też żadnych informacji o właścicielu danego urządzenia – zapewnia firma Renew, która ustawiła kosze na londyńskim Cheapside.

    Problem zażegnany? Częściowo tak, pomijając fakt, że żadna badana osoba nie ma możliwości wyrażenia swojej aprobaty na tego typu testy. Taka sytuacja jednoznacznie uderza w naszą prywatność, a sam „tracking” staje się nie do końca legalny. Władze miasta postanowiły, więc interweniować i zlikwidować nietypowe kosze na śmieci.

    Kontrowersyjne testy bardzo mocno zainteresowały brytyjską organizację Big Brother Watch, specjalizującej się w walce o prawo do prywatności.
    – Cieszę się, że władze Londynu zareagowały stanowczo domagając się przerwania tego typu testów. Ten przykład pokazuje jak łatwo dziś wprowadzić w życie technologie zagrażające naszej prywatności. Każda akcja, która wiąże się z przetwarzaniem danych osobowych, musi być zgodna z ustawą. Być może warto uściślić obecne prawo po to, aby tego typy sytuacje nie zdarzały się bez społecznego przyzwolenia – komentował Nick Pickles z Big Brother Watch.