Polacy szybko dostosowali się do specyficznego obiektu w Bischofshofen i w komplecie awansowali do sobotniego, ostatniego konkursu Turnieju Czterech Skoczni. Kwalifikacje wygrał Dawid Kubacki. „To nie ma żadnego znaczenia” – podkreślił.

„To były po prostu dobre skoki. Do konkursu podchodzę z takim samym planem. Nad końcowymi wynikami się nie zastanawiam. Po drugiej serii zobaczymy, co będzie. Skocznia tutaj jest dosyć specyficzna przez swój rozbieg, ale przy normalnych skokach nie ma problemu” – ocenił zwycięzca kwalifikacji i czwarty zawodnik klasyfikacji generalnej.

Do podium i trzeciego Japończyka Junshiro Kobayashiego Kubacki traci 16 punktów. Liderem jest Kamil Stoch, który ma 64,5 pkt przewagi nad drugim Andreasem Wellingerem.

„To były dobre skoki na dobrym poziomie. Mgła nam nie przeszkadza, to większe utrudnienie dla kibiców. Oczywiście ta skocznia nie jest taka jak inne i ja też to odczuwam, ale staram się po prostu oddawać dobre skoki” – skomentował Stoch.

Wszyscy byli przede wszystkim zadowoleni z tego, że przestał padać deszcz. W Innsbrucku, ale i we wcześniejszych stacjach TCS – w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen, pogoda skoczków nie rozpieszczała. Utrudnieniem był przede wszystkim deszcz.

„Na szczęście tutaj jest lepiej. Tylko ten rozbieg… Jest dużo czasu, żeby myśleć, a lepiej tego nie robić. Tu się jedzie i ciągle tylko człowiek się zastanawia, kiedy się odbić, a potem jest za późno. A konkurs? Lepiej się nie zastanawiać, co będzie” – powiedział Żyła, który w kwalifikacjach był 16. i w sobotę w parze wystąpi z Amerykaninem Kevinem Bicknerem.

W sobotę wszyscy kibice czekać będą na triumf Stocha. Jeśli tak się stanie, Polak wywalczy jako drugi zawodnik w historii (pierwszym był 16 lat temu Niemiec Sven Hannawald) narciarski Grand Slam, czyli zwycięstwa na wszystkich czterech obiektach TCS.

„Przewaga Kamila, jeśli chodzi o skoki jest duża, ale większość rywali nie ma nic do stracenia. Przegrać z Kamilem to nie jest żaden wstyd, a wygrać to wielka sprawa i przejście do historii. Widać też, że niektórzy odżyli w Bischofshofen. Groźny może być przede wszystkim Stefan Kraft, skacze u siebie, złapał trochę więcej luzu. Będzie siła złego na jednego” – ocenił Maciej Kot.

Stefan Hula piątek wykorzystał na zapoznanie się ze skocznią. „Skoki były w porządku, solidne, bez szału, ale mogę być z nich zadowolony. Obiekt ten jest inny niż wszystkie. Ważne jest zapoznanie się, bo rozbieg jest bardzo płaski. Warunki były bardzo fajne, a skocznia dobrze przygotowana. Przede wszystkim cieszymy się, że nie leje. Zdecydowanie lepiej się wtedy rywalizuje” – podkreślił.

Na rozbieg narzekał Jakub Wolny, dla którego jazda po nim strasznie się ciągnęła.

„Jedzie się, jedzie i nie można trafić w próg. W kwalifikacjach najlepiej się odbiłem, ale przez to, że pierwsze dwa skoki treningowe były męczące, ten ostatni nie był dobry technicznie. Rozmawialiśmy z trenerem, był zadowolony. Ale dostałem też uwagi, że cały czas jest nad czym pracować” – przyznał.

Po raz drugi w karierze do konkursu Pucharu Świata dostał się 17-letni Tomasz Pilch. Dwa dni wcześniej zadebiutował w Innsbrucku, ale nie zdołał dostać się do czołowej trzydziestki.

„Stres już dużo mniejszy i powoli zaczynam się już do tego przyzwyczajać. W pierwszym skoku fajnie sobie jechałem, ale dłuży się strasznie ten najazd. Prawie jak na mamucie, ale rozbieg nie jest taki stromy. Nareszcie warunki dużo lepsze. Ostatnio strasznie zmokliśmy. W piątek była już fajna pogoda. Prawie bezwietrznie. Cel to zakwalifikować się do trzydziestki, ale najważniejsze to dobrze skoczyć” – powiedział.

Sobotni konkurs zaplanowany jest na godz. 17.00.

Z Bischofshofen – Marta Pietrewicz (PAP) Zdjecie: PAP/Grzegorz Momot

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here