Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH) prowadzi negocjacje z inwestorami europejskimi; „chodzi o olbrzymie projekty, o rekordowych wartościach” – mówi PAP jej prezes Tomasz Pisula.

PAP: Jakie są priorytety PAIH na ten rok?

Tomasz Pisula: W 2018 r. priorytety mamy te same, co w zeszłym – kontynuujemy zakładanie biur handlowych. Do połowy tego roku polscy przedsiębiorcy będą mieli już do dyspozycji ok. 50 naszych oddziałów na całym świecie, gdzie szybko zdobędą informacje z interesujących ich rynków. To już będzie sieć globalna, porównywalna liczebnie z naszą konkurencją. Choć są tacy championi jak Wielka Brytania, która ma w sumie ponad 200 biur. Ten pułap jest dla nas jednak nieosiągalny – nie dysponujemy takim budżetem i też nie wszędzie mamy tak jasno zdefiniowane interesy handlowe. Z drugiej strony naszym celem jest intensyfikacja działań, jeśli chodzi o pozyskiwanie inwestorów.

PAP: Jak pan ocenia dotychczasowe osiągnięcia PAIH w przyciąganiu inwestycji?

T.P.: Ubiegły rok zamknęliśmy 20-proc. wzrostem wartości inwestycji, które udało się sfinalizować. W tym roku wartość projektów, nad którymi pracujemy, jest o 40 proc. wyższa niż w roku poprzednim. Polska jest jednym z najbardziej atrakcyjnych krajów dla inwestorów. Od dłuższego czasu rankingi pokazują, że mamy mniej więcej piątą pozycję w Europie pod względem atrakcyjności inwestycyjnej. W Europie Środkowo-Wschodniej jesteśmy zaś absolutnym liderem.

PAP: A które kraje są dla nas najbardziej pożądanymi inwestorami?

T.P.: Cieszą nas wszystkie inwestycje, które prowadzimy, ponieważ wnoszą one wartość dodaną do polskiej gospodarki w postaci dobrych miejsc pracy czy kapitału do rozwoju innowacji w Polsce. Jeśli chodzi o państwa, od lat pierwsze miejsce pod tym względem zajmują USA – Amerykanie wiedzą, że jesteśmy jednym z najbardziej proamerykańskich krajów. Z USA pochodzą największe projekty, jest ich najwięcej i generują najwięcej miejsc pracy. Na drugim miejscu tradycyjnie były Niemcy. Jednak w zeszłym roku ich miejsce zajęli inwestorzy azjatyccy – z Japonii i Korei Południowej, którzy nie od razu uznali nas za godnych zaufania. W zeszłym roku najwyższą wartość – ponad 1 mld euro – miała inwestycja koreańskiego LG Chem, który po roku działalności w Polsce potroił swoje dotychczasowe nakłady inwestycyjne i dalej rozbudowuje zakład produkcji baterii litowo-jonowych dla przemysłu samochodowego.

PAP: Z jakich kierunków możemy się spodziewać inwestycji w tym roku?

T.P.: Jesteśmy w procesie negocjacji z inwestorami europejskimi – chodzi o olbrzymie projekty, o rekordowych wartościach. Z racji poufności rozmów nie mogę zdradzić szczegółów. Jakość tych projektów – wyrażająca się w tym, co ma być u nas produkowane oraz zaangażowaniu kapitałowym naszych partnerów – pokazuje, że jesteśmy traktowani jako kraj bardzo przyjazny biznesowi.

PAP: A czy projektowane zmiany w specjalnych strefach ekonomicznych poprawią naszą atrakcyjność inwestycyjną?

T.P.: Zdecydowanie tak. Te zmiany przede wszystkim mają jeden, bardzo praktyczny cel – w dotychczasowych strefach ekonomicznych powoli kończy się ziemia. Proces poszerzania obecnych stref jest bardzo czasochłonny, co odstrasza inwestorów. Więc rozwiązanie tego problemu jednym ruchem i udostępnienie terenów pod inwestycje na preferencyjnych warunkach w całym kraju jest bardzo pożądane. PAIH zaproponowała kilka zmian w projektowanych przepisach, by usprawnić proces inwestycyjny. Chodzi o przyspieszenie tempa załatwiania formalności czy rozwiązywania problemów z dostępnością do infrastruktury. Jeżeli będziemy wolno podejmowali decyzje, inwestorzy poszukają innych miejsc.

PAP: Z deklaracji przedstawicieli obozu rządzącego wynika, że jego aspiracją jest to, by Polska z „montowni” stawała się krajem coraz bardziej innowacyjnym. Na ile lokowane u nas inwestycje służą osiągnięciu tego celu?

T.P.: Tak już się dzieje. Do nas, do PAIH trafiają specyficzne projekty produkcyjne – największe, największych firm, najbardziej kapitałochłonne. Jednak nie muszą to być tylko montownie. Proszę popatrzeć na wspomnianą inwestycję LG Chem – będziemy pracować przy akumulatorach do samochodów elektrycznych. To bardzo innowacyjne technologie. W produkcji dla przemysłu motoryzacyjnego jesteśmy jednym ze światowych liderów. Jeśli chodzi o produkcję, świetnym przykładem jest też amerykański Mondelez, który produkuje pod Wrocławiem słodycze, ale równolegle z produkcją zbudował centrum badań i jakości. Nad rozwojem produktu czuwają więc polscy inżynierowie i technolodzy.

Z drugiej strony PAIH zajmuje się outsourcingiem korporacyjnym, czyli zaawansowanymi usługami dla biznesu. W tej kwestii atutem naszego kraju jest bardzo wykwalifikowany personel. W Polsce są centra realizujące usługi w 34 językach jednocześnie! Trzeci segment to badania i rozwój, czyli to, co może stanowić o naszej przewadze konkurencyjnej za 5-10 lat. Dzięki polityce rządu wspierającej ten obszar projektów B+R mamy coraz więcej. Mam nadzieję, że w gronie inwestycji, które będziemy ogłaszali w tym roku, będzie przynajmniej kilka związanych z technologiami światowej klasy. Liczę, że już za kilka miesięcy będzie się czym pochwalić.

PAP: Jakie – oprócz jakości siły roboczej – są atuty Polski jako miejsca do lokowania inwestycji?

T.P.: Polacy są znani z wysokiego poziomu etyki zawodowej, odpowiedzialności, ciężkiej pracy. Na pewno naszym atutem jest też wielka baza wysokiej klasy poddostawców w centralnej lokalizacji Europy.

Jesteśmy też dużym rynkiem zbytu. Choć dla naszej gospodarki nie jest to bardzo korzystne, bo wolelibyśmy sami produkować rzeczy, które następnie kupujemy.

Inwestorzy kierują się również tym, że sąsiadujemy – z jeszcze większym niż nasz – rynkiem niemieckim oraz tym, że jesteśmy częścią wspólnoty liczącej prawie 0,5 mld ludzi, rynku chyba najbogatszego na świecie. Będąc w Polsce producenci mają zatem dostęp do tzw. starej, bogatej Europy. Bardzo zyskujemy także na tym, że mamy własną walutę – polski rząd ma możliwość amortyzowania cyklów koniunktury gospodarczej. Wydaje się, że złoty uratował nas przed głęboką recesją, którą przeżywała Europa. Na nasz wizerunek wpływają ponadto lata nieprzerwanego wzrostu gospodarczego. Podsumowując – produkujemy rzeczy najwyższej jakości, w bardzo rozsądnych cenach, cały czas mamy jeszcze ręce do pracy, mamy własną walutę, a nasza gospodarka nie tyle się kręci, co pędzi.

PAP: A jak wypadamy na tle konkurentów z naszego regionu?

T.P.: Konkurencja ze strony Czech, Słowacji, Węgier czy Rumunii jest widoczna. Mamy od nich zdecydowanie większy rynek, więcej poddostawców, więcej rąk do pracy, a w przypadku usług więcej atrakcyjnych lokalizacji – nie jedną, stołeczną metropolię, a kilkanaście silnych centrów.

Pomaga nam to, że mamy opinię kraju, który dotrzymuje słowa, gdzie dobrze robi się interesy. To też widać w statystykach – z jednej strony niezależne od nas badania pokazują, że 48 proc. inwestorów planuje reinwestycje w Polsce. Z kolei ok. 60 proc. naszych klientów wydaje tutaj pieniądze ponownie.

PAP: Czy postępowanie wobec Polski ze strony Komisji Europejskiej nie rzuca jednak cienia na nasz wizerunek?

T.P.: Rzeczywiście jest tak, że w zasadzie za każdym razem inwestorzy na spotkaniach zadają pytania o to, o czym czytają w lewicowej europejskiej czy amerykańskiej prasie. Zwykle im odpowiadam, że trudno się spodziewać, by konserwatywny rząd nagle stał się pupilkiem lewicowych mediów. Patrząc jednak na ciągle zwiększające się portfolio projektów inwestycyjnych widać, że inwestorzy tej propagandy nie kupują. Gdyby się czuli tutaj zagrożeni, nie przychodziliby do nas ze swoimi pieniędzmi i nie inwestowali.

PAP: A jak wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o inwestycje polskich firm za granicą?

T.P.: Tu również staramy się naszym przedsiębiorstwom pomagać – my oferujemy wiedzę, niezbędną do zarządzania ryzykiem wchodzenia na nowe rynki, natomiast grupa Polskiego Funduszu Rozwoju środki na ekspansję, pomoc inwestycyjną czy ubezpieczenie takich transakcji. Polskie firmy są bardzo aktywne w zasadzie na wszystkich kontynentach – zakładają centra logistyczne, zakłady wytwórcze. I to zarówno jeżeli chodzi o kraje rozwijające się, jak i bardzo konkurencyjne rynki rozwinięte, jak np. Australia czy USA.

Rozmawiała Sonia Sobczyk (PAP)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here