Przywódcy obu Korei w podpisanym w piątek oświadczeniu określili denuklearyzację Półwyspu Koreańskiego jako wspólny cel, ale w dokumencie zabrakło wzmianek o konkretnych środkach, jakie mają doprowadzić do rozbrojenia – oceniają eksperci.

Korea Południowa i Korea Północna potwierdziły wspólny cel osiągnięcia wolnego od broni nuklearnej Półwyspu Koreańskiego poprzez pełną denuklearyzację” oraz zobowiązały się do „aktywnego poszukiwania wsparcia i współpracy społeczności międzynarodowej” w tym celu – czytamy w dokumencie podpisanym przez prezydenta Korei Płd. Mun Dze Ina i przywódcę Korei Płn. Kim Dzong Una na zakończenie szczytu.

Zdaniem komentatorów takie sformułowanie przypomina porozumienia podpisywane na poprzednich szczytach koreańskich w 2000 i 2007 roku. Może ono jednak wystarczyć, by doszło do planowanego na maj lub czerwiec spotkania Kima z prezydentem USA Donaldem Trumpem.

„Nie daje to żadnych wskazówek, jak Korea Północna planuje rozbroić swój arsenał nuklearny, ani do jakiego stopnia (…) To brzmi jak porozumienie ramowe, minimalny poziom, jakiego się spodziewaliśmy” – ocenił wykładowca z jezuickiego Uniwersytetu Sogang w Seulu Kim Dze Czun, cytowany przez brytyjski dziennik „Financial Times”.

„To jest pozytywny pierwszy krok w stronę obniżenia napięć na półwyspie, ale jest jeszcze daleka droga do kluczowej kwestii denuklearyzacji (…) Prawdopodobnie Kim chciał zostawić szczegółowe dyskusje w kwestii nuklearnej na spotkanie z Trumpem” – ocenił dla PAP specjalista od spraw koreańskich z Uniwersytetu Lingnan w Hongkongu Brian Bridges.

„Teraz piłka jest po stronie USA. Pan Trump będzie musiał wypracować bardziej szczegółowy plan denuklearyzacji z panem Kimem w kwestii ram czasowych i metodologii” – zauważył w rozmowie z „FT” wykładowca na Uniwersytecie Narodowym w Seulu Kim Bjung Jon.

Trump z zadowoleniem wypowiedział się o piątkowym „historycznym spotkaniu” przywódców Korei Północnej i Korei Południowej. Zastrzegł jednak, że jest zbyt wcześnie, by oceniać jego rezultaty. Wcześniej zapowiadał, że do jego spotkania z Kimem może w ogóle nie dojść, jeśli uzna je za bezcelowe.

Kolejnym punktem podpisanej w piątek deklaracji jest zobowiązanie do wspólnych starań o przekształcenie rozejmu, który zakończył wojnę w latach 50. XX wieku, w układ pokojowy. Według Bridgesa jest to ustępstwo ze strony Muna, gdyż zawarcie formalnego pokoju od dawna było celem Korei Północnej. Jeśli jednak poskutkuje to wycofaniem wojsk z obu stron granicy, skorzystają na tym oba kraje – ocenił ekspert.

Przywódcy zobowiązali się również do wznowienia programu łączenia rodzin rozdzielonych po wojnie koreańskiej, na czym zależało Seulowi. Oba państwa mogą skorzystać na rozbudowie łączącej je infrastruktury. Ustalono również, że jesienią Mun pojedzie do Pjongjangu.

Zdaniem Bridgesa szczyt obfitował w działania symboliczne, takie jak uroczyste powitania, sadzenie drzewa, rozmowa na moście, ale nie był bardziej treściwy, niż się tego spodziewano. „Prawdopodobnie wystarczająco, by odbyło się spotkanie Trump-Kim” – napisał ekspert.

Według niego to Kim nadawał ton szczytowi i był bardziej rozluźniony od Muna. „Spotkanie z Trumpem będzie dla niego trudniejszą próbą” – ocenił Bridges.

Andrzej Borowiak (PAP) Zdjęcie: EPA/KOREA SUMMIT PRESS

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here