W Polsce zdecydowana większość osób zatrudnionych w mediach to mężczyźni, a im wyższe stanowisko, tym kobiet jest mniej – wskazywali w piątek uczestnicy dyskusji poświęconej roli kobiet w mediach i debacie publicznej.

Organizatorami debaty „Ministra, ekspertka, reporterka. Kobiety w mediach i debacie publicznej” były Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego w Polsce oraz Uniwersytet SWPS.

Jak wynika z przytoczonego raportu Europejskiego Instytutu ds. Równości Mężczyzn i Kobiet, w Polsce 70 proc. prezenterów i dziennikarzy zatrudnionych w mediach to mężczyźni. To oni stanowią również 80 proc. osób wypowiadających się w mediach z pozycji eksperckiej.

„Biorąc pod uwagę strukturę organizacyjną firm medialnych w Polsce, im wyższe stanowisko tym kobiet jest mniej” – wskazała prof. Barbara Głębicka-Giza z Uniwersytetu SWPS .

Podkreśliła, że w zarządach firm medialnych, czyli tam gdzie podejmuje się strategiczne decyzje „kobiet właściwe nie ma”. „Ta proporcja zmniejsza się np. w działach reporterskich, gdzie pracuje się już nad konkretnymi materiałami. Tam kobiet jest ok. 38 proc. Natomiast najwięcej jest ich tam, gdzie jest sprzedaż, finanse i administracja – ponad 60 proc.” – podała Głębicka-Giza.

Podkreśliła, że dane potwierdzają istnienie „szklanego sufitu” i pozostaje pytanie, jaka jest tego przyczyna.

Psycholożka biznesu Marzena Mazur przyznała z kolei, że kobiety trudniej zachęcić do rozmowy eksperckiej np. w telewizji, czy radiu. Jak mówiła, zapraszając kobiety do studia spotyka się z „klasycznymi wymówkami”, takimi jak: „nie mam parcia na szkło”, „temat jest zbyt banalny” lub „nie czuję się wystarczająco kompetentna”.

Mazur podkreśliła, że takie zachowanie stanowi tzw. „syndrom uzurpatora”, czyli poczucie, że mimo wysokiego stanowiska „nie powinno mnie tu być”. „Kobiety nie chcą chodzić np. do radia, bo jeszcze okaże się, że ktoś uzna je za niekompetentne” – wyjaśniła Mazur.

Zwróciła jednocześnie uwagę, że kobiety są najniżej oceniane przez siebie same. „Same nadajemy sobie przyzwolenie, tkwi w nas syndrom uzurpatora, poczucie, że nie mamy nic do powiedzenia. Oprócz tego, że środowisko jest takie, to my wychowując się w nim, przesiąkamy takimi poglądami” – oceniła.

Językoznawca i leksykograf prof. Mirosław Bańko zwrócił uwagę, że w przestrzeni publicznej w stosunku do kobiet wciąż używa się męskich form wyrazów, np. rektor, dziekan, czy określeń takich jak: zbój, wróg.

„To, że czasem trudno utworzyć formę żeńską nie powinno dyskwalifikować samej idei. Używanie form żeńskich jest w interesie języka jako narzędzia komunikacji. Możemy się spierać czy ‚filolożka’ to wymysł feministek i środowisk lewicowych czy nie, ale ważne, że język dzięki temu zyskuje, staje się sprawniejszy i precyzyjniejszy” – tłumaczył.

Prof. Bańsko zwrócił też uwagę, że żeńskie określenia często są z góry nacechowane negatywnie – „z jednej strony są męskie rozmowy, a z drugiej babskie gadanie”.

O kobietach w polityce mówiła z kolei posłanka do Parlamentu Europejskiego Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO). Wskazała, że Polska jest jednym z czterech krajów w Europie, gdzie kobiet w parlamencie jest najmniej.

„Nie chodzi o to, żeby kobiety szły do polityki, by zajmować się prawami kobiet, tylko żeby kobiety mogły uczestniczyć w podejmowaniu decyzji np. w komisji infrastruktury, transportu, obrony. Wszędzie, gdzie są podejmowane ważne decyzje potrzebne są także kobiety” – podkreśliła Kozłowska-Rajewicz.

Zwróciła uwagę, że wiele kobiet nie chce stosować żeńskich odpowiedników np. biolożka, dyrektorka, ponieważ uważają, że nie brzmią one poważnie. „W polityce mamy wielki kłopot – im wyższe stanowisko, tym większy problem, np. minister, to jest funkcja, gdzie kobiet jest bardzo mało i trudno jest stosować żeńską formę +ministra+” – tłumaczyła.

Uczestnicy debaty zgodnie stwierdzili, że „przyszłość powinna polegać na współpracy i równości płci, a nie na dominacji i rywalizacji”.

Po debacie goście mieli okazję uczestniczyć w pokazie filmu „Czwarta Władza” w reżyserii Stevena Spielberga. To historia „Pentagon Papers” – tajnego rządowego raportu, którego publikacja przez media ujawniła, iż władze USA nie mówiły prawdy o przebiegu wojny w Wietnamie. Jedną z głównych ról w filmie gra Meryl Streep, która wciela się w postać właścicielki „Washington Post” Katharine Graham.

(PAP)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here