Podczas wizyty w USA prezydent Francji Emanuel Macron przedstawił polemiczną wobec polityki prezydenta Donalda Trumpa wizję ładu światowego, opartego na wielostronnej współpracy międzynarodowej, wolnym handlu i powstrzymaniu zagrożeń, jak zmiana klimatu.

Decydując się na konfrontację z amerykańskim prezydentem, który stawia na unilateralizm, protekcjonizm handlowy i zapowiada zerwanie porozumienia nuklearnego z Iranem, Macron wyrasta na rzeczywistego przywódcę Europy, dążącego do naprawy nadszarpniętych więzi transatlantyckich. Nie wiadomo jednak, czy wpłynie na Trumpa i zmieni jego stanowisko w sprawie Iranu i innych globalnych problemów.

„Macron wydaje się być jedynym czołowym liderem europejskim, któremu udało się nawiązać bliskie stosunki z Trumpem, inaczej niż (kanclerz Niemiec) Angeli Merkel i (brytyjskiej premier) Theresie May. Różnice między nimi pozostają jednak ogromne i pytanie, czy ta ciepła relacja przyniesie jakieś realne rezultaty, np. na Bliskim Wschodzie, w powstrzymywaniu Rosji czy przeciwstawianiu się agresywnej postawie Chin” – powiedział PAP ekspert z American Enterprise Institute, Dalibor Rohac.

Flirt między Macronem a prezydentem USA zaczął się w ubiegłym roku, w czasie wizyty Trumpa w Paryżu na święto 14 lipca. Trump, wychowanek szkoły wojskowej, był pod wrażeniem defilady sił zbrojnych na Polach Elizejskich i komplementów Macrona pod swym adresem. Francja stała się najpewniejszym sojusznikiem USA w walce z radykalnym islamizmem i najlepszym partnerem politycznym w UE w sytuacji, gdy Niemcy stronią od zaangażowań militarnych na świecie i zwiększenia wydatków na zbrojenia – na co naciska Trump – a Wielka Brytania opuszcza Unię Europejską i jest pochłonięta własnymi problemami po Brexicie.

Spotkania Macrona z Trumpem w Waszyngtonie były spektakularną manifestacją ich osobistej przyjaźni. Obaj ściskali się i całowali, a prezydent USA strzepnął nawet pyłek z marynarki swego gościa. Na wspólnej konferencji prasowej francuski prezydent nie ukrywał, że jest przeciwny zrywaniu układu z Iranem, ale powiedział, że obaj powinni „pracować nad nowym układem”, który byłby niejako rozszerzeniem porozumienia nuklearnego, aby objąć również takie sporne problemy, jak zbrojenia rakietowe Iranu czy stabilizacja w regionie, gdzie Iran podsyca wewnętrzne konflikty, np. w Syrii.

Macron wyszedł tym samym naprzeciw Trumpowi, który twierdzi, że zawarty w 2015 r. układ jest do niczego, gdyż ogranicza się tylko do – domniemanych – zbrojeń atomowych Iranu i przewiduje zawieszenie prac w tym kierunku tylko na kilka lat, w zamian za zniesienie sankcji, co niezwykle pomaga irańskiej gospodarce. Trump grozi, że 12 maja, kiedy upływa termin amerykańskiej certyfikacji układu, może go wypowiedzieć, orzekając, że Teheran nie spełnia jego postanowień, i wznawiając sankcje.

Eksperci podkreślają zręczność Macrona, któremu udało się wprowadzić „dobrą chemię” między nim a Trumpem, ale zwracają uwagę, że to dopiero początek.

„Najważniejsze, że Macron nie tylko pochlebia Trumpowi, ale jednocześnie mówi z nim szczerze, otwarcie, co amerykański prezydent ceni i szanuje. Pytanie jednak, czy przełoży się to na realne polityczne zdobycze. Pomysł +nowego układu+ może przemawiać do Trumpa, ale powstają pytania, czy Macron ma tu za sobą resztę Europy, szczególnie sygnatariuszy porozumienia, a także pozostałych partnerów układu, jak Rosja. To wielki znak zapytania” – powiedział PAP

Erik Brattberg z Carnegie Endowment for International Peace.

Inni, jak były rzecznik prasowy Departamentu Stanu James Rubin, przypominają, że sam Iran podkreśla, iż nie ma zamiaru negocjować niczego więcej. Rosja, której stosunki z Zachodem są jeszcze bardziej napięte niż trzy lata temu, też nie wydaje się skłonna do współpracy.

Trump, zdaniem niektórych obserwatorów, w czasie wizyty Macrona sygnalizował pewną gotowość do ustępstw, ale mogła to być typowa dla niego gra przed kamerami – jak wtedy, gdy obiecywał np. koncesje na rzecz młodych nielegalnych imigrantów, tzw. Dreamers, i potem się z tego wycofał. Propozycja Macrona, by dążyć do „nowego dealu” z Iranem, stwarza prezydentowi USA okazję do zmiany stanowiska bez utraty twarzy wśród swych wyborców. Z drugiej strony Trump ma teraz obok siebie doradców-jastrzębi, sekretarza stanu Mike’a Pompeo (jego zatwierdzenie przez Senat jest przesądzone) i doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona, którzy podobnie jak on chcą zerwać układ i sugerowali nawet bombardowanie irańskich instalacji nuklearnych.

Stąd w USA przeważa opinia, że proponując „nowy układ”, Macron starał się tylko zyskać na czasie, powstrzymując Trumpa przed wypowiedzeniem porozumienia już 12 maja. Może to się udać m.in. dlatego, że amerykańskiemu prezydentowi bardzo zależy na sukcesie szczytu z dyktatorem Korei Północnej Kim Dzong Unem na przełomie maja i czerwca, co będzie prawdopodobnie trudniejsze, jeśli zerwie to porozumienie.

Spośród innych spornych kwestii najwięcej zbieżności poglądów Trumpa i Macrona można było dostrzec w sprawie wojny w Syrii. Prezydent USA, który niedawno tweetował, że wycofa wojska z tego kraju, zdawał się być podatny na argumenty francuskiego gościa, że decyzja taka musi być podjęta jako element szerszej strategii na rzecz zakończenia wojny, do czego niezbędna jest dyplomacja. „Będziemy wracać do domu, ale chcemy zostawić (w Syrii) silny i trwały ślad” – powiedział.

W przemówieniu przed połączonymi izbami Kongresu Macron wezwał Amerykanów do zawrócenia z drogi, na którą wprowadza ich Trump. Po części historycznej, w której przypomniał pomoc Francji w zdobyciu niepodległości przez Amerykę i późniejszą przyjaźń, sojusz i więzi kulturowe obu krajów, przeszedł do zdecydowanej krytyki populistycznego nacjonalizmu, wznoszenia barier handlowych, unilateralizmu w stosunkach międzynarodowych. Wygłoszone z pasją, po angielsku przemówienie było generalną afirmacją globalizmu i międzynarodowej współpracy. Zdawało się być apelem do Ameryki, by nie wyrzekała się globalnego przywództwa przez unikanie odpowiedzialności za solidarne, wspólne rozwiązywanie problemów świata.

Kongres, w którym około połowy stanowią Republikanie, wielokrotnie nagradzał francuskiego przywódcę burzliwą owacją – także fragmenty wystąpienia polemiczne wobec platformy Trumpa. Legislatura w USA, zgodnie z zasadą check-and-balance, poważnie ogranicza władzę prezydenta. Dlatego, zdaniem niektórych komentatorów, Trump może nie pozostać obojętny na sugestie Macrona.

„Macron może mieć moderujący wpływ na Trumpa. Prezydent USA może zmienić stanowisko w sprawie Iranu w najbliższych tygodniach, tak jak zmienił je w w innych kwestiach” – napisała w „New Yorkerze” specjalizująca się w tematyce Bliskiego Wschodu publicystka Robin Wright.

Tomasz Zalewski (PAP) Zdjęcie: EPA/ERIK S. LESSER

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here